ZDROWIE URODA RODZINA

Obcowanie z naturą

Chińskie przysłowie mówi, że tylko trzy dziesiąte pięknego wyglądu kobieta zawdzięcza naturze. Resztę poprawiamy od stuleci. Komputerowi graficy poprawiają naturę coraz lepiej. Niejednokrotnie modelka z nałożonym na twarz zeskanowanym zdjęciem pupy niemowlaka błyskawicznie podnosi sprzedaż "bezkonkurencyjnej" maseczki.

Przy obecnym poziomie techniki można wyprodukować każde marzenie. Ale choć skóra na ekranie jest dwa razy lepsza niż w rzeczywistości, świat byłby uboższy bez tych pięknych dziewczyn.
Kobiece magazyny ostrzegają, że naturalny powab nie zwalnia z wysiłku, bo można go łatwo zaniedbać, zdając się tylko na naturę. A naturalna z braku czasu Matka-Polka, która wejdzie do Europy z niewydepilowanymi nogami, wzdycha naturalną, obwisłą piersią i pyta Stwórcę, kto tu właściwie jest obrazem nędzy i rozpaczy. Naturalnej kobiecej brzydoty ponoć nie ma. Jest tylko niedbalstwo, szukanie wymówek, że dzieci, że praca. A ufanie jedynie naturze kończy się tym, że mąż odchodzi z walizką do kibici, co wycięła sobie dwa żebra. Także o sukcesie w interesach już nie decyduje naturalność wdzięku, ale makijażyści, chirurdzy, dietetycy, właściciele solariów i fitness clubów.

Według badań firm kosmetycznych, zadbani mężczyźni częściej mają orgazm, są chętniej zatrudniani, szybciej awansują i nie muszą zwracać na siebie uwagi dowcipem tak jak ich niedogoleni koledzy, z brzuszkiem lub innymi mankamentami natury. Coś w tym jest, że im wyższy mężczyzna, tym wyższa pensja startowa ocenia prof. Bogdan Wojciszke, psycholog osobowości. - Lepiej "opakowani" ludzie mają po prostu większe powodzenie, a wzorców "opakowań" jest tyle, ile środowisk od tradycjonalistycznych po miejskie young professional. Coraz silniej kieruje nami potrzeba grupowej przynależności i akceptacji.

Zły ubiór, tak jak zepsute zęby i naturalny (choć nie zawsze najpiękniejszy) zapach, to sygnał dla przełożonych, że skoro człowiek nie radzi sobie ze sobą, nie udźwignie innych zadań. Konserwatywne kultury organizacyjne ściśle przestrzegają stylu codziennego noszenia się, tzw. korporacyjnego wyglądu. Dlatego bezpieczniejsze jest noszenie się adekwatne do sytuacji niż własna fantazja, przydługa kiecka, pretensjonalna biżuteria. Niektóre korporacje wolą też ogolonych panów.

Ale za dużo sztuczności też budzi podejrzenia. Zespół psychologów podpatruje, czy kandydaci nie są zbyt oficjalni dodaje pani Joanna. Wymuszone, nienaturalne kreowanie rodzi podejrzenia, że osobnik konfabuluje. Jedną z metod stosowanych podczas rekrutacji jest tzw. ośrodek oceny, czyli uważna obserwacja kandydata w działaniu, na przykład w dyskusji grupowej. Zdarza się, iż osoby z natury nieśmiałe, którym trener wbił do głowy na szkoleniu, że najskuteczniejszy jest otwarty język ciała, rozkładanie rąk, nie krzyżowanie nóg, wyglądają komicznie, gdy zastanawiają się nad gestem "adekwatnym" do wątku rozmowy na moment przed zastosowaniem. Dopasowanie się do sytuacji jest cechą pożądaną, ale musi być umiejętne. Kursy i mądre podręczniki uczą symboliki poszczególnych gestów. Jednak z teorią nie należy przesadzać.

Naturalność gestu czasem gwałcą też wymogi politycznej propagandy. Wszyscy znają Leszka Balcerowicza z półuśmiechu, którym raczył telewidzów niezależnie od tego, jak gorzkie sprawy wyjaśniał. Na pewno nie należy uczyć się PR od polityków, którzy posługują się mimiką wyjątkowo sztucznie. Z tego powodu nierzadko dochodzi do nieporozumień w kwestii, co chcą przekazać. Są oczywiście wyjątki. Jednak politykom sztuczność nie zaszkodzi, natomiast nam na pewno. Poza tym Polska jeszcze nie oswoiła się z filozofią PR, więc ciągle dla nas nienaturalne jest to, że ktoś się uśmiecha, mówiąc o rzeczach poważnych, tak jak prezenter w telewizji. Styliści też ostrzegają, że imitować należy z wyczuciem. Inny styl pasuje przecież do prowincjonalnej nauczycielki, a inny do sekretarki, która firmuje dyrektora. A o tym, że frazesy o wewnętrznym pięknie to wielkie oszustwo, wie każdy, kto nie zrobił kariery z powodu żółtych zębów czy niskiego wzrostu. Naturalność istnieje chyba tylko w bliskich związkach między ludźmi. Choć Polska aż tak jeszcze nie niepokoi w kwestii bycia sobą, bo tu wciąż silne są rodzinne więzi, w publicznych miejscach lepiej nie pokazywać się bez makijażu, w schodzonych kapciach.

Jeśli chcemy kogoś wykreować na nowo, nie trzeba zaglądać do jego wnętrza, wystarczy przykładać mu kolorowe apaszki do twarzy i patrzeć, czy dobrze się tonują. Ale wizażyści traktują makijaż jak psychoterapię. W studiu stylistycznym można dobrać sobie do sylwetki kolor włosów, kształt dekoltu, rozmiar biżuterii. Po prostu uczynić się szczęśliwszym. Pomagają w tym komputery. Wzajemne oddziaływania koloru oczu, włosów i cery tworzą kombinację około czterech milionów typów urody: żółć niedojrzałej cytryny, jodłowa zieleń, brąz gorzkiej czekolady (natura, jak widać, pozostała jeszcze niezastąpiona w nazywaniu barwników). Z otrzymaną paletą i zdjęciami "przed i po" można iść do sklepu bez obaw. Pozostaje naturalność rysów, niepowtarzalność defektów, piegów, rudych loków. Młode pomalowane Polki prezentują się szałowo! I natura nie musi mieć z tym wiele wspólnego.

Przecież każda kobieta rano odczuwa przed lustrem, że coś z sobą trzeba zrobić. Nie stoi nic na przeszkodzie aby w zimie podkreślić kości policzkowych makijażem, który nada skórze lekkość, jakiej w naszym klimacie obecnie nie mamy. Specjaliści ostrzegają, że najbardziej oszpecają nienaturalnie upiększone włosy. Szkoda, że jeszcze 70% pań robi trwałą i farbuje włosy domowym sposobem. Wciąż uważają, że blondynka z niebieskimi oczami i pieprzykiem to szczyt urody. Często noszą siano zamiast włosów. Że nie wspomnę o rudościach podstarzałych bufetowych.

Także mężczyźni poszukują zmian. Natura przecież kazała im spełniać się raczej w działaniu niż służyć jako obiekt do patrzenia. Dawniej śmiano się z rokokowych fircyków, którzy do upudrowanej buzi wkładali peruki z harcapem. Dziś na twarzy panów ani śladu zmęczenia dzięki serii przeciwzmarszczkowej, świecący się naturalnie nos muśnięty pudrem, podrażnienia po goleniu zamaskowane korektorem, slipy usztywnione na pośladkach, "indycza grdyka" spod skalpela. Co dziesiąty klient salonów piękności to mężczyzna. Choć wciąż najpopularniejszym męskim zabiegiem korygującym naturę jest transplantacja włosów (ci z łysiną czują się niepełnowartościowi, dlatego pobierane z karku włosy wszczepia się nieregularnie, by osiągnąć naturalny efekt), panowie zaczynają się poprawiać coraz chętniej. Lubią wycinać sobie nadmiar skóry z okolicy brzucha, poprawiać bicepsy i nosy. To daje efekt sportowego trybu życia. W karnawale często wstrzykują sobie botox, który, paraliżując mięśnie, powoduje, że uśmiech jest wieczny i nieskazitelny przez kilka miesięcy. Choć widać, że zgrzebna męska natura nie ciągnie panów przesadnie do zniewieściałych absorbujących czynności kosmetycznych. Nie lubią na przykład tłustych i lepkich kremów, no i wolą je wcierać, a nie wklepywać.

2006 plastmed.pl
Osoby online: 4
Zdrowie ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie co Cię stracił...